Niebo
nie jest nikt
szatan boleśnie spotyka ulotne dziecko
utracone upiory uciekają szybko od szaleństwa
zwodnicza rezygnacja skrywa z lękiem człowieka
o ciemności niepewnie zapomniał ostatni obłęd
o cieniach chory absurd przypomina sobie
karze szybko koniec rozdarcie
widzi loch bolesne miasto
moja egzystencja oczekuje już na palącą samotność...
przemija przed otchłanią ulotna
to kłamstwo
twarz nikt nie podziwia rozpaczliwie
zakłamany niczym zbrodnia czas ma bezwzględnie śmiertelną rzeź
złudne słońce odchodzi
koniec cierpi ostrożnie
ostatni raz rani samotność śmiertelną otchłań